::księga gości::

2009
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
statystyka
...
powiesił się

nie na krzyżu - na żyrandolu w dużym pokoju

i nie za grzechy wasze

ale za chuj wam w dupę, ludziki...
blank-expression 2009-04-10 23:08:06
skomentuj (0)
...
Podwórkowi jednak zagrali. Kupa luda się zwaliła na koncert. Ha! Zawsze wiedziałem, że nie tylko we mnie weszła ich muza. I czekam na jeszcze. Może nowa płyta???

blank-expression 2009-03-13 19:58:52
skomentuj (0)
...

powiedziała - mniej pij, więcej pisz
pozwoliła zamknąć za sobą drzwi
zostawiła zapach klasy średniej
i prawie pełny kieliszek czerwonego mołdawskiego

zemdliło mnie to wszystko
spłukałem podniebienie winem z jej kieliszka

nie będę rzygał


blank-expression 2009-02-15 22:57:23
skomentuj (0)
...

upadł
się stoczył
do studni
bez dna

pechowy farciarz


blank-expression 2009-02-15 22:52:23
skomentuj (0)
...
Śnieg w Miasteczku jakiego jeszcze tej zimy nie było. Aż się chce wyjść po zmroku i pochrzęścić trochę. Nie lubię zimy. Ciepłolub ze mnie. I światłolub, mimo, że lubię noc. Ale dzisiejszy wieczór poprawił mi humor.
I jakoś tak poczułem, że idzie wiosna.
...
Jutro powrót do Szarawki. Znów praca, praca, praca. Ha!!! Mimo kryzysu i bezrobocia na razie jeszcze jest.
Powrót autobusem, piąta trzydzieści. Suka, niestety, stoi przy Hacjendzie. Alternator zagotował akumulator. Trzeba będzie w wolnej chwili się tym zająć. Przy odrobinie szczęścia (np.: znajdę na szrocie sprawny alternator za 50PLN) stać mnie na wyleczenie sportówki.
Zdecydowanie - łączy nas tajemnicza więź - gdy Suka choruje popadam w przygnębienie. Ludzie, wystrzegajcie się Skód Rapid, uzależniają. Albo rozkochują. W sumie - to samo.
...
Po raz pierwszy od lat nie dostałem żadnej posranej pierdolinki na dzień paralityka. W żadnej postaci. Uffffff... znaczy, że żadna imbecylka mnie nie kocha.
blank-expression 2009-02-15 19:14:12
skomentuj (0)
...
Hacjenda na końcu świata chyli się ku upadkowi. Zmurszałe ściany grożą zawaleniem, deski podłogi zapadły się jak tors emerytowanego, pechowego gladiatora, takiego, co nie miał farta umrzeć w porę.
Koniec świata też chyli się ku upadkowi. Z drugiej strony dobija się supernowy świat w postaci apartamentowców. Strach pomyśleć jakie gówno się tu zrobi gdy wprowadzą się do nich hordy homo cravaticus. Posrany gatunek...
...
W ciemnościach nocy słychać szum skrzydeł. To nad Hacjendą unosi się Dżastin. Ten właśnie Dżastin. W kretyńskim, czerwonym kombinezonie z wielkimi literami "AA" na piersiach i szpiczastej czapie, model "środkowy KKK". Dżastin czai się, namierza, poluje. I co nieuniknione, nie do uniknięcia nieuniknionym zda się być. Pewnego poranka, a może to będzie wieczór, albo południe, Dżastin wykona pikowanie i dorwie niczego niespodziewającego się Robokapa w swe szpony...
A wtedy... wtedy spakuję dobytek do bagażnika Bohemian Bitch, zatrzasnę drzwi Hacjendy, splunę i zapalę Camela. Z filtrem.
blank-expression 2009-02-13 22:31:38
skomentuj (0)
...
- Nieśmiertelność mówisz? - mruknął Lijo - Trudna sprawa... ale da się zrobić. Wszystko da się zrobić. Dać ludziom skrzydła, lepsze niż dedalowe, sprawić by wozy same toczyły się po traktach... wszystko, to czemu nie nieśmiertelność?
- To zrób to - bogacz wyspał z sakwy monety. Złote krążki zatańczyły na dębowym blacie.
...
Mo nie była ani przesadnie piękna, ani inteligentna. Miała za to bogatego ojca. A to czasem pomaga w życiu i nie tylko.
...
Miał pomysł na dwa opowiadania. Po raz pierwszy od lat zasiadł za biurkiem, wkręcił w maszynę papier i zaczął stukać w przykurzone klawisze.
- Wolniej, wolniej, i tak nie zdążysz - szept zza gdanśkiej szafy nie był ani odrobinę szyderczy, ni złośliwy. Brzmiał jak urzędowy komunikat o stanie wód na Wiśle, Odrze i Bugu.
...
Arabskie ciasteczka, choć drogie, trudne do zdobycia i paskudne w smaku, stanowiły podstawę diety Lijo we wstępnej fazie zgłębiania problemu. Nie trwała ona zresztą tym razem długo. Po tygodniu medytacji w cichej, odizolowanej od świata pracowni Lijo zrozumiał, że oczywistym jest, iż aby połączyć dwie substancje, dwie struktury, dwa substraty należy przede wszystkim poznać ich naturę.
- Żesz kurwa - mruknął - Trzeba odkurzyć Platona, Arystotelesa i podobnych dziwaków. Gdzie ich teraz znajdę? Hmmm... zdaje się, że Platon podpiera lustro w sypialni... no i czas pchnąć umyślnego do tej, jak jej tam, Mo?
...
Serce zaczęło rosnąć w porze, gdy gnijące liście przykrył pierwszy śnieg. Wyraźnie czuł jak wciska się między żebra, tłamsi płuca, dusi. Trzy dni przed końcem roku powlókł się do lekarza.
...
Mo nie była ani przesadnie piękna, ani inteligentna. Miała za to bogatego ojca. I była rozwydrzoną zdzirą.
Lijo, by nie niepokoić ojca Mo, zaczął malować jej portret. Pretekst dobry, zapewniający dużo czasu na poznawanie elementu numer jeden. W chwilach, gdy padał na ryj ze zmęczenia po kolejnym łajdaczeniu się, kazał czytać Mo przypadkowo wybrane fragmenty nieprzypadkowo wybranych dzieł mistrzów. I w endorfinowym półśnie czekał na olśnienie.
A gdy Mo opuszczała jego dom, szedł do pracowni i coś tam dłubał, klecił, konstruował. Majsterkowanie, prócz mieszania ludziom we łbach było jego pasją.
...
Dziwny ten przypadek. Swoisty. O właśnie - swoisty. Tak określili jego raka serca mędrcy z najlepszych klinik. Rósł w taki sposób, że nie zabijał dawcy od razu. Gdyby Stephen King czytał specjalistyczne periodyki medyczne pewnie napisałby powieść o obdarzonym inteligencją nowotworze, Spielberg nakręciłby o tym film i wszyscy zarobiliby kupę kasy. Tymczasem trzeba było wyciąć żebra z lewej strony klatki piersiowej i pozwolić sercu rosnąć. Nadymać się jak balon, który chce wypełnić sobą pustkę wrzechświata.
...
Mo poprawiła fryzurę. Była wściekła. Lijo, w trakcie ostatniego numerku powiedział, że to już koniec, że dzisiaj kończy malować obraz, finalizuje zlecenie ojca i rozpoczyna nowy projekt, więc baj baj bejbe, znikaj z mego życia. Skurwysyn!
Pomyślała, że po prostu pójdzie sobie, ale zmusiła się by sięść na stolcu i pozować. Do ukończenia portretu brakowało jedynie oczu i ust. Nie chciała by pamiętał ją tak niepełną.
- Mona, przesuń się odrobinę w lewo. Właśnie tak. Ciut ciut głąbiej siądź. O!!! Idealnie. Tylko wyprostuj się. Dobrze, bardzo dobrze... - Leonardo pociągnął za sznurek. Zawleczka zwolniła sprężynę, a ta wyrzuciła długi na pięćciedziąt trzy centymetry, żelazny, kuty pręt, który wbił się idealnie pomiędzy kręgi odcinka lędźwiowego. Na twarzy Mo nie zdążył pojawić się grymas bólu. Zastygła w cudownie skomponowanym wyrazie zaskoczenia, rozkoszy i nienawiści. Albo miłości. Wszysko jedno.
...
Na szczęście to był tylko deliryczny sen. Jak mozna dostać raka serca, gdy się jest bez serca? I co za pomysł z tymi pomysłami na dwa opowiadania? Buhahahahahahah... Dobre sobie. I jeszcze ta maszyna do pisania. Czy ktoś tego jeszcze używa prócz policjantów z komend na zadupiu?
Trzęsacymi rękami nalał wódy do szklanki i wychylił do dna. Zaraz będzie normalnie.
...
Ostatnie maźnięcie pędzla. Finito. Efekt przeszedł najsmielsze oczekiwania Lijo.
- Mona, ohhhhhh.... Mona, teraz jesteś nieśmiertelna - wyszeptał do ucha sztywniejącej Mo. Zamknął cicho drzwi pracowni i udał się na poszukiwanie rozwiązania zagadki Świętego Graala.
blank-expression 2009-02-07 16:30:22
skomentuj (1)